Nawet nie zauważono jak szybko minął rok, głównie czekano na powracających z wojny, żeby znowu byli we wsi mężczyźni w pełni sił, nie tylko starzy i kobiety z dziećmi.
Nadeszła smutna rzeczywistość - Polska Ludowa. Pozamykane sklepy, w restauracji u Grzeganka uruchomiono ogólny sklep, lecz to wyglądało raczej na magazyn porzuconych odpadów, ale mieszkańcom musiało to wystarczyć. Życie naszej wsi powróciło do XIX wieku, nadeszły pierwsze zarządzenia, rozkazy, każdy choć mały gospodarz, który posiadał ponad 0,5ha ziemi otrzymał listę z zapisanym podatkiem w naturze, należało oddawać mleko, jajka, zboże, ziemniaki, mięso oraz jeszcze pieniądze,co 3 miesiące komisyjnie liczono kury i gęsi, krowy, świnie - raz w roku gospodarz otrzymał zezwolenie na ubój do własnej potrzeby, inaczej groził sąd. Trwało to 10 lat, ilość oddanych płodów zależała od ilości posiadanego pola, a nie inwentarza. W 1945 r. wojsko zabrało prawie wszystkie krowy i świnie, a pieniędzy na nowy inwentarz brakowało. Lecz towary musiano oddać, więc ludzie zaczęli wymieniać, ten który nie miał krowy dał sąsiadowi jajka za mleko, które musiał za darmo oddać, tak jak za czasów feudalnych.
Jeszcze jedna smutna rzeczywistość - cały Śląsk, tak samo Ziemięcice, było od ponad 50 lat zelektryfikowane, to się nie podobało nowym władzom gdyż w Polsce nie było prądu, więc zaczęto latem 1945 r. demontować linie wysokiego napięcia. Na naszych polach za wsią szła linia od Zabrza w kierunku Pyskowic, w lipcu 1945 r. przez łany zboża jechały ciężkie samochody, zwijali te liny - druty wysokiego napięcia, potem odcinali te zamurowane potężne maszty i wywozili (cokoły tych masztów można jeszcze spotkać). Po 5 latach elektrownia montowała prawie że w te same miejsce nowe linie na wysokich masztach, a w gazetach pisano, że Śląsk został nareszcie zelektryfikowany - jedno kłamstwo goniło drugie. Lecz wieś miała w domach prąd przez cały czas, to była inna linia. Wszystkie te trudności były mniej ważne i przez ludzi opanowane, najważniejsza była myśl że jest pokój, Na ludzkich twarzach powracał uśmiech, nawet odbywały się wesela, młodzi ludzie nawet założyli związek sportowy "LZS".
Jak na całym Śląsku tak w naszej wsi ważnym odcinkiem życia jest religia i kościół, po przerwie w okresie wojny, religia wróciła do szkoły, w szkole wisiał krzyż, na rozpoczęcie pierwszej lekcji, codziennie była modlitwa a dzień "Bożego Ciała" był wydarzeniem pierwszoplanowym. Już w roku 1946 cała trasa procesji była przystrojona drzewkami, kwiatami, dywanem z tataraku a bramy domów w świątecznym wystroju. W następne lata był taki wystruj, że można było zarządzić konkurs, gospodarze jeden przed drugim popisywali się pomysłami, przez ulicę bramy witające Boga stąpającego po naszych drogach, już od poniedziałku budowano 4-5 m wysokie, na całej szerokości drogi bramy z masztów i drabin przystrojonych choiną, brzozą i kwiatami oraz wstęgami z witającymi napisami. Lecz wszystko to trwało około 10 lat, później inna polityka, religia przeszła na dalszy plan, ludzie zaprzestali z wielkim wystrojem ulic, bali się czegoś,w szkole powoli zdejmowano krzyże a nauka religii przeszła do kościoła. Historia lubi się powtarzać, jeden reżim poszedł a następny przyszedł. To były wszystko dobrodziejstwa wolności.
Wróćmy na chwilę do "Starego Kościoła" - obecnej ruiny z bocianim gniazdem. W roku 1927 oddano do użytku obecny kościół a ten stary XVI-wieczny zamknięto, pękały ściany, było niebezpiecznie, można go było uratować chociaż jako zabytek. Najpierw nie było pieniędzy, później III Rzesza i wojna, ale był zabezpieczony, jak było tak było w czasie nazistów, ale stał prawie z pełnym wyposażeniem do roku 1945. Po wojnie można było jak w innych takich miejscach ten zabytek utrzy
mać, ale stało się inaczej. Na przeciwko kościoła mieszkała wielodzietna rodzina oraz kilka innych chłopców, którzy na pół z biedy na drugie z brawury młodzieńczej zaczęli rozbierać kościół na opal. Pod kościołem i dalej w kierunku zamku, spichlerza była krypta i tunel gdzie były trumny i ciała księży naszego kościoła, rycerzy oraz rodziny hrabiów; jeden z tych rozwydrzonych chłopców rozbierał trumny, wyciągał dla zabawy kości a czaszkami bawił się jak piłkami, nawet przynosił czaszki do szkoły gdzie większość dzieci uciekała ze strachu. Wszystko co było z drzewa tzn. dach, ławki, podłoga, ambona, część ołtarza wszystko zostało rozebrane i spalone przez 3 lata, w roku 1949 stały już tylko mury, a 50 lat pogody i niepogody zrobiło swoje, dziś oglądamy tę ruinę ze łzami w oczach i mieszanymi uczuciami. Księża nie mogli nic powiedzieć, gdyż jako Niemcy żyli w strachu. Lecz nie rozczulajmy się nad przeszłością gdyż parę lat temu dokończono tego "dzieła", cmentarz przy kościele przeznaczono na śmietnisko, to już jest szczyt ignorancji świętego miejsca - miejsca zabytkowego.
Oto jeszcze mały epizod ówczesnego kłamstwa, który stał się dla rolnictwa katastrofą w całym kraju,mianowicie pojawienie się stonki ziemniaczanej. Stonka istnieje i jest znana na świecie tak długo jak istnieją ziemniaki, w Europie już od ponad 200 lat, lecz nigdy nie zagrażała tak katastrofalnie jak w Polsce po wojnie. Stonka przez 200 lat nie zagrażała nikomu, bo były ptaki które ją zjadały. Jeden bażant zjada dziennie pokarmu trzykrotną ilość swego ciężaru ciała, są w tym ziarna, robaki, chrząszcze i kamyki do trawienia. I gdzie mogłaby się pokazać stonka przy ponad 1000 bażantów w naszym lesie "goju". Lecz stało się inaczej, kierownik - rządca PGR-u sprowadził już zimą 1946 r. i 1947 r. kolegów, tzn. kierowników zakładów pracy w mieście, w rzeczywistości "kłusowników" na nasze pola. Przez trzy niedziele przed świętami oraz w Nowy Rok przyjechały dwie ciężarówki kryte, z których wyskoczyło 40 uzbrojonych w broń myśliwską mężczyzn przywołali przed kościołem chłopaków, którym dali trochę grosza na cukierki oraz każdemu klapaczki do straszenia zwierzyny i wszyscy razem poszli w pole za wieś w kierunku lasu oraz Jeliny.
Odbyła się strzelanina, prawdziwa rzeź, gdyż zajęcy, saren, kuropatw i bażantów było bardzo dużo. Przez kilka niedziel wytrzebili prawie wszystko, rok później się to powtórzyło. Gdy już nie było w co strzelać już nie wrócili, zostawili pusty las i gołe pola, tylko skowronek został, gdyż był za mały do garnka. W tym opowiadaniu nie byłoby nic ciekawego gdyby nie fakt, który nastąpił już po roku 1947, kiedy dorastały ziemniaki, naszą wieś opanowała panika, najpierw dzieci szkolne, później i dorośli szli w pole aby zbierać stonkę, która zagrażała nam wszystkim, ta klęska jeszcze dziś nie jest opanowana.
Winą za spowodowanie plagi stonki obarczono Amerykanów, w kinie pokazywano kronikę filmową w której pokazywano jak Amerykanie wypuszczali do polskiego morza stonkę ,co było ewidentnym kłamstwem ale taki był wówczas system.
Teraz trzeba stu lat aby doprowadzić do równowagi, lecz ludzie broniąc się używają chemii trując samych siebie.
Klub sportowy "LZS"
Klub powstał 1.10.1946 r. jako klub szachowy, organizatorem i założycielem był ówczesny księgowy już działającego PGRu, Kazimierz Gdula przy współpracy kierownika szkoły Teodora Koziołek. W szachy grały całe rodzi-ny, najbardziej znani to bracia Grzechca, Sikora i Franica. Miejscem spotkań była świetlica PGR-u, gdyż był to najbardziej odpowiedni lokal. Jedną z pierwszych imprez był "Wieczór Trzech Króli" 6.1.1947 r. który był kontynuowany przez kilka lat. W 1947 roku utworzono sekcję piłki nożnej,w której m.in. występowali: Adelberg, Bednorz, Brylok, Kaczmarczyk, Kandin, Liszka, Piernikarczyk, Sewalski, Szeja, Seifert, Sikora, Szeliga, Wywiot.
Choć nie zawsze entuzjazm starczył do zwycięstwa najlepsza była trójka trudna do przebicia, to ci którzy bronili bramki, a więc bramkarz Liszka, który byt tak dobry, że po 10 latach jeszcze nie było lepszego, aby go zastąpić, w obronie najmniejszy Herbert Szeja, który był tak skoczny i zwinny, że górne i przyziemne piłki były zawsze wyłapane. Te piłki które leciały środkiem pola nie trafiały do bramki gdyż tam grał stoper Kandin, który grał 75% głową. To była głowa tak twarda, że nawet próbowali rzucać kamienie, a on główkował. Piernikarczyk miał tak długi krok, że przeciwnik musiał wykonać 5 a on 2 kroki.
Wybrano w 1947 r. roku pierwszy zarząd klubu LZS w składzie:
Wincenty Konieczny - prezes,
Józef Waldstedt - vice prezes,
Herbert Szeja - instruktor piłkarski,
Kazimierz Gdula - instruktor WFiS,
Felicja Sikora - sekretarz,
oraz członkowie zarządu:
Teodor Koziołek, Adam Kruszelnicki, Arnold i Alfred Woźnica, Wilibald Kowolik, Fryderyk Brylok, Paweł Sikora.
Do 1950 roku drużyna piłkarska grata w klasie "D", w latach 1951-56 w klasie "C" zdobywając w tym roku mistrzostwo i awans do klasy "B". W tej drużynie grali m.in.: naturalnie bramkarz Jerzy Liszka, Rudolf Halfar,Jerzy Czaja, Alfred i Jerzy Materia, Jan Zubek, Kokoszka, Bernard Szoltz,bracia Grzeganek, Rainhold Kowolik, Karol Respondek, Szuwald, Walter Szyszka, Ernest Sikora, Zbigniew Koziołek, Wilibald Szczeponik, Mikołaj Wilczek, a także zawodnicy z Przezchlebia i Czekanowa: Stera, Pampuch,Jałowiecki, Polnik, Spendy, Truch, Daniel, Biskupek.
Drużyna szachowa była tak znana, że podczas turniejów zimowych były spotkania z mistrzami Śląska, w latach 1953-1954 przyjeżdżał kilka razy Kurt Szymura mistrz śląska i grał tzw. symultanę na piętnastu szachownicach, lecz nigdy nie wygrał z wszystkimi.
W roku 1956 powstała sekcja lekkoatletyczna. Jednak największe sukcesy odnoszą szachiści przez zdobycie mistrzostwa międzygminnego i powiatowego awansują do wojewódzkiej klasy "B". W roku 1958 zdobyli mistrzostwo i awans do klasy "A", a Adela Kokoszka (po mężu Pilawa) zdobyła vice mistrza Polski LZS-ów. Drużynowo szachiści zajmują pierwsze miejsce w "I Międzynarodowym Festiwalu Szachowym Drużyn Wiejskich" we Wrocławiu, grali w składzie: Leopold Polczyk, Rainhold Grzechca, Franciszek Sich, Arnold i Erwin Franica oraz Ernest Mainka. Prezesem klubu LZS był w tym okresie lekarz przychodni Franciszek Sich. Dzięki Annie Koziołek urządzono "żywe" szachy w których udział brała szkolna młodzież - partię rozegrali Kazimierz Gdula kontra Teodor Koziołek. W roku 1959 piłkarze awansowali do klasy "A" lecz już po roku spadli znowu do klasy "B". W roku 1959 wybrano nowy zarząd LZSu. Nowym prezesem został Augustyn Holeczek, a członkowie to Sich, Smuda, Spendy, Sikora, Świtała,Król, Kozioł, Gdula, Prokopik.
Warto podkreślić, że w latach 1964-68 opiekę nad drużyną juniorów sprawował miejscowy wikary, ksiądz Joahim Obrączka, drużyna w krótkim czasie awansowała do ligi juniorów. W roku 1965 na boisku w Ziemięcicach zorganizowano "Igrzyska Sportowe Szkół Podstawowych" gminy Kamieniec, a nieco później "Spartakiadę Szkół Podstawowych" regionu Ziemięcice. Drużyna szachowa bierze udział w turnieju "Złotej Wieży" dochodząc aż do szczebla wojewódzkiego. Piłkarze tracą w tym roku boisko, które zabrano pod budowę nowego ośrodka zdrowia.
Rozpoczynają się starania o pozyskanie nowego terenu, który klub otrzymuje niebawem od PGR-u Kamieniec. Lata 1967-68 to wzmożona praca przy budowie nowego boiska, w 1969 r. ogrodzono teren i zasiano trawę. Dużą pomoc przy budowie stadionu klub otrzymał od PGR - Czekanów, ZNTK - Przezchlebie oraz Szkoły Podstawowej Ziemięcice. Otwarcie ładnego obiektu nastąpiło dnia 13.09.1970 r. meczem o mistrzostwo klasy "C" pomiędzy Ziemięcicami a "Linodrutem" Zabrze, wygrali gospodarze 3:0.
W tym samym roku utworzono sekcję tenisa stołowego, nasza drużyna to: Hubert Brylok. Ewald Strzodka, Bernard Tomanek, Andrzej Slodczyk, Paweł Miczka, Stanisław Wilczek, Henryk Pysik i Franciszek Kudlek. Działa też sekcja strzelecka, której zawodnicy - Judyta Szeja, Szymon Smolik,Harald Buchta osiągają niezłe wyniki w skali naszego regionu. Lepiej wiedzie się sekcji piłki siatkowej, która zdobywa mistrzostwo spartakiady powiatowej. Szachiści jednak są najlepsi, zawodnik Franciszek Boczar zostaje w roku 1973 mistrzem województwa katowickiego. Zostaje też doceniony przez Ministerstwo Kultury i Sztuki - Kazimierz Gula, który otrzymuje nagrodę za udział i organizację turniejów szachowych. We wrześniu 1979 roku powstaje założona przez Gdulę Szkoła Szachowa. W październiku 1979r. powstaje pierwsza drużyna trampkarzy, którą prowadzi Lotar Biskupek.
Piłkarscy juniorzy zdobywają II miejsce w "I Halowym Turnieju w Zabrzu", dodatkowe wyróżnienie otrzymują: Bernard Cichorowski, jako najlepszy strzelec oraz Benedykt Szuwald - najlepszy zawodnik turnieju. Seniorzy grają ze zmiennym szczęściem, w sezonie 1990/91 awansowali do klasy "A". Od 1990 r. istnieje już tylko sekcja piłki nożnej. Od tego roku prezesem klubu jest Joachim Szczeponik, to dzięki jego uporze i konsekwencji oświetlono boisko, uporządkowano teren wokół boiska, wykonano wiele innych prac - jednym słowem dobry gospodarz. Wszystko to zrobiono aby uczcić godnie nadchodzący jubileusz 50-lecie klubu, pod obecną nazwą "LKS - Pogoń Ziemięcice" - w roku 1996. W lipcu tegoż roku odbył się "Wielki Festyn" z tej okazji z udziałem mieszkańców Ziemięcic i okolic,przybyli nawet nasi rodacy z zagranicy. Było wiele imprez sportowo - kulturalnych, zorganizowano wystawę filatelistyczną, której przewodził znany filatelista w kraju - Wilhelm Kowolik prezes jedynego w Polsce "Klubu Miłośników Niemieckiego Znaczka Pocztowego", pokazano zbiór "Historia Niemiec 1849 -1990" oraz zbiór znaczków o tematyce sportowej. Miejscowi filateliści - numizmatycy Jan Molęda i Alojzy Szyguła zaprezentowali swoje zbiory; Molęda znaczki i monety z wizerunkiem Papieży, szczególnie monety Watykanu, a Szyguła - znaczki i pamiątki sportowe w postaci odznak i proporczyków klubów sportowych w Polsce, było to prawdziwe lekarstwo dla sportowego oka. Przy tej okazji W. Kowolik zaprojektował i wydał 3 widokówki Ziemięcic. Rodzynkiem tego festynu był mecz Oldbojów "Pogoń Ziemięcice" "Ruch Chorzów", zwyciężyli 2:1 gospodarze, co było wielkim sukcesem. Na festynie był obecny redaktor katowickiego "Sportu", który opisał imprezę w swoim felietonie, był zachwycony całą imprezą.
Ośrodek Zdrowia w naszej wsi
Po wojnie wieś nasza była odcięta od lekarza, najbliższy punkt opieki lekarskiej byt odległy o 5 km w Kamieńcu, w dodatku chodziło się tam pieszo, gdyż nie każdy posiadał rower czy inny pojazd. Dopiero po 2 latach pojawiał się u nas lekarz, był to lekarz pan Funiok, który co parę dni powoli białym samochodem objechał dookoła wieś, pytał napotkanych o zdrowie, potrzebujący już czekali na niego. Po lekarstwa przepisane trzeba było i tak jechać do Kamieńca lub do miasta. Te najpotrzebniejsze ów lekarz woził ze sobą, doktor Funiok stał się przyjacielem. Jedyny punkt w nagłej potrzebie oraz przy porodach była położna, po naszemu Hebama. Bardzo ważnym i otrzebnym punktem lekarskim był dentysta pan Józef Waldstedt, byt on tak znany i dobry, że były nawet kolejki, gdyż przychodzili pacjenci z odległych wiosek, nawet z Mikulczyc i Gliwic.
Wreszcie w latach 50-tych zamieszkał na skrzyżowaniu dróg u państwa Gralla młody lekarz z Mikulczyc pan Franciszek Sich. 2 września 1957 otwarto u państwa Gralla "Punkt lekarski", w tym dniu dr Franz Alois Sich rozpoczął pracę jako nasz wiejski lekarz. Do roku 1959 Punkt lekarski w Ziemięcicach podlegał administracyjnie do Kamieńca, w tym roku został odłączony i Ziemięcice otrzymały samodzielną placówkę pod nazwą "Ośrodek Zdrowia w Ziemięcicach", a kierownikiem został dr Fr. A. Sich. Dla mieszkańców naszej parafii była o wielka rzecz mieć blisko lekrza, po krótkim czasie przeniósł się tam także dentysta, Józef Waldstedt, który do tego czasu przyjmował pacjentów we własnym domu przy ulicy Polnej. W roku 1958 uruchomiono punkt apteczny, lecz z powodu braku aptekarza sprowadzano tylko leki gotowe z apteki w Pyskowicach. Od 1961 r.do ośrodka w Ziemięcicach dojeżdżał 2 razy w tygodniu ginekolog z Pyskowic, pan dr. Lesław Szymanek. W ośrodku zdrowia od samego początku było laboratorium analityczne, do ośrodka należały następujące miejscowości: Ziemięcice, Świętoszowice, Przezchlebie, Czekanów oraz Szałsza.
W krótkim czasie administracyjnie ośrodek w Kamieńcu należał do Ziemięcic, pełna nazwa placówki brzmiała "Wiejski Ośrodek Zdrowia w Ziemięcicach", wkrótce dołączono Żerniki. Działalność ośrodka tak się rozrosła, że należało pomyśleć o budowie nowego prawdziwego pawilonu lekarskiego.
W latach 1962 - 1969 dr Sich byt prezesem klubu sportowego LZS, więc rozpoczął starania o nowy teren pod boisko sportowe, który uzyskał od PGR Ziemięcice. Tak więc, teren obecnego boiska przeznaczono pod budowę nowego ośrodka. Dr Sich rozpoczął pertraktacje z Powiatowym Wydziałem Zdrowia w Gliwicach, wynikiem tego wiosną 1967 r. przystąpiono do prac budowlanych. Budowę ukończono w październiku 1967 r.Znalazły się tam: poradnia ogólna, chirurgiczna, ginekologiczna, laboratorium, fizykoterapia oraz poradnia dentystyczna. Na piętrze zbudowano mieszkanie dla lekarza w którym zamieszkał dr Sich z rodziną. Parafia nasza była bardzo zadowolona z tak wielkiego przedsięwzięcia, dzień otwarcia ośrodka zostanie długo w pamięci. W krótkim czasie zbudowano też nowe boisko sportowe, więc obydwie strony były zadowolone. Jako chirurg i zastępca dyrektora Szpitala Rejonowego w Pyskowicach, dr Sich miał mało czasu dla samego ośrodka, dlatego Wydział Zdrowia w Gliwicach przydzielił do Ziemięcic felczerkę, p. Szczygieł. Pierwszą rejestratorką w ośrodku byłą pani Krystyna Biskupek. Taki to był początek naszego ośrodka zdrowia. Jak wielu mieszkańców naszej wsi, także dr Sich wyjechał w roku 1970 na stałe do Niemiec. Do ośrodka przyszli nowi lekarze: lek. Danuta Flak oraz lek. Stanisław Główczyński, który był w latach 1970-1977 kierownikiem ośrodka. Jak szybko mija nasze życie tak szybko minęły już 32 lata działalności naszego ośrodka, lekarze nasi przyszli z pomocą kilku tysiącom ludzi. ,dziś uważamy, że to jest rzecz normalna i nigdy nie było inaczej. Od 1977 kierownikiem ośrodka jest lek. Med. Danuta Flak,stan na rok 1999 to: Kierownik ośrodka, stomatolog i pediatra oraz 3 pielęgniarki, jest to stan zadowalający, lecz należałoby pomyśleć o aptece.
Do tego ośrodka należy już 5 wsi.
Wydarzenia z lat 1945 - 1999
Po przejściu frontu (wojny) weszła do naszej wsi inna rzeczywistość, życie w pierwszym okresie ciężkie, bieda i smutek, Ci kórzy wracali z wojny strudzeni ,szukali pracy i normalności w życiu rodzinnym. Wielu nie wróciło, pozostały wdowy i sieroty. Dopiero wiosną 1946 roku zostały "lody przełamane", ludzie poszli w pole które trzeba było zagospodarować, gdyż wieś żyje szczególnie z płodów rolnych. Młodzi ludzie, szczególnie dzieci wprowadzają radość, należało powoli zapomnieć o przeszłości - tej tragicznej, nie można przywrócić straconych lat, nawet dni. Kiedy nadeszły wakacje 1946 r. mieszkańcy zostali zaskoczeni nagłą wolnością na polach i łąkach. PGR przejął cały majątek, jak na ówczesny system przystało pracowało się tylko do żniw, potem do września pole przeszło pod opiekę dzieci, niespotykana frajda, na polach po zbożach budowały boiska do różnych gier. Szybko minął czas do wykopków ziemniaków. PGR zabrał tylko część, następnie pola przeszły pod indywidualne wykopki tego co jeszcze zostało w ziemi, to co ludzie sami sobie wykopali starczyło na zimę.W okresie wakacji większość dzieci - a razem z nimi krowy, kozy i gęsi, można było spotkać na tych łąkach i polach aż do Jeliny, to było nasze miejsce urlopowe, rzadko komu przyszło do głowy, że można wyjechać na urlop w nieznane. Był też moment smutny, gdyż podczas zabawy stał się wypadek, jeden z naszych chłopców wszedł na maszt wysokiego napięcia (koło Jeliny) i spadł na betonową podstawę, zginął na miejscu.
Nadeszły lata 50-te, na polach pracuje się jeszcze ręcznie, choć przybyło już wiele koni, PGR posiada kilkadziesiąt koni więc także potrzebne dla nich maszyny, lecz żniwa to dopiero te stare sprawdzone snopowiązałki. Co mniejsi rolnicy tzw. zagrodnicy jeszcze długo kosili zwyczajną kosą, jaki to piękny widok, kiedy szło 8-10 kosiarzy skośnie przez pole, za każdym kobieta, która wiązała snopy, później stawiało się "kupki" do przesuszenia zboża. Widok takiego pola to jak w bajce - lecz to była rzeczywistość i konieczność, aby zebrać plony.
W roku 1956 jeden z pafian Hubert Schydło z Czekanowa został wyświęcony na księdza, była to wielka sprawa dla parafii, po 30 - tu latach znów z naszych szeregów ksiądz. Zdopingowało to kilku młodych poszli do nauki w seminarium, lecz nie wytrzymali trudów. Tylko jeden okazał się silny i pracowity, nade wszystko gorliwy w wierze - to Antoni Boczar z Ziemięcic, w nagrodę otrzymał święcenia kapłańskie 28.10.1960 r. a mszę prymicyjną odprawił 30.10.1960 r. Dla ciągłości podaję ks. Ewald Kudlek ze Świętoszowic otrzymał święcenia dnia 30.04.1972r., następny po dłuższym czasie ks. dr Waldemar Hadulla ur. w Ziemięcicach pewien czas mieszkający na Piaskowni lecz rodzina przed kilkunastu laty wyemigrowała do Niemiec - tam otrzymał święcenia w Passan 1.07.1995 r. Parę dni po święceniach odprawił mszę prymicyjną w Ziemięcicach.
Czasy szybko się zmieniają, w latach 60-tych i 70-tych wieś likwiduje konie jako główną siłę pociągową, nadeszły wreszcie traktory i inne maszyny, nawet dla zbóż pojawił się kombajn, w krótkim czasie także kombajn buraczano - ziemniaczany. Dla rolników to wielka pomoc, gdyż nie ma rak do pracy w polu, młodzi pracują w dużych zakładach.
Wydarzenia kościelne:
Kiedy wrócił z więzienia ks. proboszcz R. Scholz w roku 1947 zastał kościół w stanie nadającym się do renowacji - bez dzwonów, bez lamp (żyrandoli) na pierwszym planie należało malować, więc parafianie, choć niewiele posiadali po wojnie po dwóch latach nazbierali pieniędzy i w 1949 roku został kościół wymalowany "artystycznie" przez znanych malarzy Wrzygtów - ojciec i syn z Nysy. Przy malowaniu podkładu pomagali malarze z naszej parafii, do farb na obrazy bezpośrednio malowane na ścianie domieszano tysiące jaj oraz większe ilości sera, ten materiał był we wsi pod ręką, oto przykład: obydwie boczne ściany nad ławkami to były prawdziwe arcydzieła jak żywe, na jednej ścianie św. Barbara podaje hostię umierającemu górnikowi, który leży pod zwałami węgla i drewnianych belek. Druga ściana to św. Izydor, jako rolnik stąpający za koniem i pługiem podczas orki pola, na polu ptaki szukające robaków, a wysoko w górze śpiewający skowronek, tak wyraźny, jakby go było słychać. Na suficie poczet świętych pańskich i wiele innych postaci i alegorii. W roku 1974, po 25 latach trzeba było znowu malować, odświeżyć kościół więc przystąpiono do tych prac lecz ku zdziwieniu parafian zostało wszystko zamalowane na biało, widocznie komuś przeszkadzały te obrazy świętych w naszym kościele, takie arcydzieła się nie niszczy tylko odnawia. Wydarzenia następne:
Kiedy 10.11.1957 r. zmarł proboszcz R. Scholz, został jego pomocnik ks. Alfons Otto sam, parafia tak obszerna musiała być obsłużona w pełni, wiec pracy było bardzo dużo, przez co zasługi księdza Otto były wielkie.W sierpniu 1958 r. został nasz ksiądz mianowany proboszczem w Kamieńcu - dla naszej parafii był przeznaczony inny. Lecz kiedy ksiądz Otto przybył do Kamieńca i zastał kościół zamknięty, zawiązany łańcuchami, nie wpuszczono ksiądza do tego kościoła, trwało to około 3 miesiące, w gazetach podawano różne powody, był znamienny tytuł w gazecie "Czarne chmury nad kościołem w Kamieńcu". Po pewnym czasie parafinie uspokoili się, nawet księdza polubili. Do parafii Ziemięcice przybył po raz drugi ks. Józef Jenderek, tym razem jako proboszcz, był bardzo lubiany przez parafian, w krótkim czasie zmobilizował parafię do kupienia dzwonów, gdyż ten XVI-wieczny był uszkodzony. Ks. Dziekan Józef Jenderek odszedł we wrześniu 1964 r. Od 24.09.1964 r. proboszczem naszej parafii był ks. Wiktor Pielesz, dziekan honorowy, który prowadził kościół ku zadowoleniu parafian do sierpnia 1998 r. W czasie jego posługi został wybudowany kościół w Czekanowie, który był budowany w latach 1984-1991.
Kościół pod wezwaniem św. Floriana w Czekanowie został poświecony przez biskupa Jana Bagińskiego 31.08.1991 r. Od tego momentu wieś Czekanów została odłączona od parafii św. Jadwigi w Ziemięcicach. Kościół w Czekanowie nie jest samodzielny, gdyż został dołączony 14.09.1997 r. do parafii Matki Boskiej Różańcowej w Zabrzu Grzybowicach. Z wydarzeń naszego kościoła należy nadmienić rok 1966, wtedy to pierwszy raz do naszej parafii zawitał obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z okazji Milenium. Drugie nawiedzenie naszego kościoła przez Matkę Bożą w kopii obrazu jasnogórskiego odbyła się 20.07.1996 r., było to wydarzenie niecodzienne cała parafia przed kościołem, wnętrze zapełnione po brzegi, część wiernych musiała pozostać na zewnątrz, przybyło wielu naszych wiernych z zagranicy.
Następne wydarzenie mniej wesołe: dnia 30.10.1992 r. wybuchł pożar w gospodarstwie rodziny Mańka, spaliła się doszczętnie stodoła a w niej jak zawsze przed zimą słoma, siano, obok stały maszyny rolnicze, które ogień nie oszczędził, jednym słowem tragedia. Przy tej okazji znów wyszła stara prawda, że mieszkańcy wsi to jedna wielka rodzina sąsiedzi nie zostali obojętni, zanim przybyła straż przybyło kilkunastu sąsiadów i ratowało maszyny i inny dobytek. Po pożarze sąsiedzi pomagali jak tylko mogli w dostarczaniu płodów tyle, że starczyło do następnych żniw, po roku stodołę wybudowano nową. Następna sprawa do powódź w lipcu 1997 r. była to tragedia niepotrzebna - nieuwaga ludzka. 19.07.1997 r. sobota godzina 15,00 zaczął padać ulewny deszcz, woda z pól Wieszowy i Świętoszowic w szybkim tempie napełniała rzekę oraz staw, spiętrzona woda po brzegi nabrała takiej siły, że przerwała wał ochronny (którym to praktycznie jest ul. Szkolna) i olbrzymią siłą poszła przez zagrody. Woda zalała całą ulicę Wiejską oraz obuboczne zagrody nawet kilka piwnic i partery kilku domów. Trwało to kilka godzin a szkody usuwano kilka miesięcy. Około godziny 19,30 woda zaczęła opadać.
Staw młyński na potoku Ziemiecickim znany jest od powstania osady tzn. od XII w., gdyż tylko nad wodą budowano swe zagrody, pierwsze co już wówczas w Ziemięcicach powstało to był młyn napędzany wodą (tak zanotowano w kronikach) natomiast żadna kronika nie podaje o jakimkolwiek potopie przez ten potok. Dopiero po roku 1945, więc w najnowszych czasach kiedy to staw ten otrzymał nazwę "retencyjny", tzn. regulujący wodę gdyż młyn był już napędzany elektrycznie, mówią mieszkańcy, że nazwa ta nie jest właściwa, bo staw ten służy do innych celów, woda ta jest zagrożeniem i postrachem dla wsi. Przy małym koszcie i trochę pomysłu, staw ten może służyć dla rekreacji i spotkań w wolnym czasie np. w niedziele jak to jest w innych miejscowościach a nie zagrażać mieszkańcom.
Trochę dalej od nas jeżeli jakaś wieś posiada jakieś zabytkowe miejsca i budowle (np.: nasz spichlerz, dawny zamek rycerski, ruiny 500-letniego kościoła, leśniczówka) to już jest centrum małej turystyki i rekreacji. My patrzymy na to inaczej dla nas jest to zagrożenie, a szkoda. Może ktoś pomyśli na tym poważnie. Można ubolewać nad tym ze wielu mieszkańców opóściło Ziemięcice wybierając "wolność na zachodzie", tak to nazywano w latach 70-tych i 80-tych. W latach 90-tych jest to już zjawisko nieciekawe, gdyż niejeden wróciłby do Ziemiecic lecz nie ma odwagi.
Najnowsze wydarzenia:
16.08.1998 r. odbyła się msza pożegnalna proboszcza Wiktora Pielesza, który odszedł na zasłużoną emeryturę. Do parafii przybył dnia 26.08.1998 r. nowy, młody pełen energii proboszcz ks. Józef German ur. 25.01.1959 r. w parafii Turze - Kuźnia Raciborska, święcenia otrzymał 21.06.1986 r. od dnia 28.08.1986 pracował jako wikary w kościele p.w. św. Barbary w Bytomiu, skąd po 12 latach przybył do naszej parafii. Parafianie przyjęli proboszcza bardzo życzliwie i okazali pomoc duchową i fizyczną. Spontanicznie uporządkowano 500-letni cmentarz wokół ruin starego kościoła, który był śmietnikiem, wykonano posadzkę przed kościołem, tym obecnym, gdyż była już taka potrzeba. Kościół stoi już 70 lat, więc potrzebny jest większy remont a pomoc finansowa to trudna sprawa. Ksiądz proboszcz w ostatniej chwili wpadł na pomysł niecodzienny, zorganizował wraz z zespołem życzliwych ludzi, spotkanie parafian w dniach 6 - 8.08.1999 r. na boisku sportowym przy muzyce. Spotkaniu nadano tytuł "Jadwiga - Fest 99", utarg ze sprzedanych napoi, słodyczy, ciasta itp. przysmaków przeznaczono na wykonanie nowych witraży w kościele. W następnych latach festyn będzie powtórzony, gdyż był naprawdę udany.Pomysł na zebranie pieniędzy, na ważny cel był niecodzienny: jednorazowy festyn rozpoczął się wielobarwnym - w strojach - korowodem całej parafii. Mieszkańcy nie przeżyli jeszcze tak uroczystych dni i to pod bacznym okiem proboszcza, dobrego organizatora.
Kilka danych z końca 1998 r.
Ziemięcice to śląska wieś średniej wielkości, 890 mieszkańców o różnej kulturze i tradycji, ludność wymieszana, już tylko 70% tradycji śląskiej, 265 rodzin mieszka w 180 domach, wieś posiada własna pocztę, pawilon handlowy oraz 3 prywatne punkty handlowe, kościół parafialny p.w. św.Jadwigi księżnej śląskiej z nowym młodym proboszczem. Jest sala spotkań i zabaw w 100 letnim budynku dawnej restauracji i sala gier dla młodzieży. 2 bardzo ważne punkty to szkoła oraz ośrodek zdrowia, który obsługuje 5 miejscowości, do szkoły uczęszcza 80 dzieci (proszę porównać liczbę z opisem w rozdziale V). Od ponad 50 lat istnieje klub sportowy "LZS Pogoń Ziemięcice". Takiego stanu posiadania może pozazdrościć niejedna wieś w Polsce, oby wieś nasza dalej się rozwijała - to końcowe życzenie nas wszystkich.
Tekst pochodzi z książki p. Wilhelma Kowolika


